Wakacje na Podlasiu #1: Tykocin

Pierwszym przystankiem naszej podróży po Podlasiu był Tykocin. Z powodu Covidu nasze wakacje w tym roku to był jeden wielki spontan. Jeszcze w styczniu myśleliśmy, że zrobimy sobie wycieczkę objazdową Litwa- Łotwa – Estonia. Pandemia pokrzyżowała nam plany i pozostały nam wakacje w Polsce.
W czerwcu zarezerwowaliśmy nocleg w okolicy Masywu Śnieżnika, licząc, że może w drugim tygodniu urlopu zwiedzimy też północne Czechy i Pragę. Znów nie wyszło, bo pod koniec lipca w okolicy zrobiło się małe zagłębie covidowe. Wystraszyliśmy się trochę, wyjazd przełożyliśmy na kwiecień i zdecydowaliśmy, że jedziemy zwiedzać północno-wschodnią Polskę: Warmińsko-Mazurskie i Podlasie, bo tam niby zarażeń najmniej.
Na Mazurach żadne z nas nigdy nie było, ale na Podlasiu już tak – kilka lat temu. Zatrzymaliśmy się wtedy w Białymstoku i zwiedziliśmy między innymi Białowieżę i meczet w Kruszynianach. Nasza tegoroczna wizyta w stolicy Podlasia to była więc trochę taka podróż sentymentalna. Nawet zupełnym przypadkiem wynajęliśmy to samo miejsce na nocleg. O samym Białymstoku będzie jednak niewiele. Więcej będzie o miejscach, których nie mieliśmy okazji zwiedzić w trakcie naszej pierwszej podróży.
Tykocin, Podlasie
Do Tykocina zajechaliśmy z samego rana po kilku godzinach jazdy samochodem z domu. Mieliśmy jeszcze ze dwie godziny do otwarcia muzeum na Zamku w Tykocinie, więc zdążyliśmy przejść miasteczko wzdłuż i wszerz. Co można zwiedzić w Tykocinie o ósmej rano w sobotę? Niestety nie za wiele 🙂 . Niezbyt szczęśliwie wybraliśmy sobie dzień na zwiedzanie. Na przykład Muzeum Kultury Żydowskiej w budynku synagogi jest zamknięte w sobotę, więc został nam tylko spacer szlakiem zabytków.


Stary rynek z pomnikiem Stefana Czarneckiego to, moim zdaniem, najbardziej urokliwa część Tykocina. Przy rynku usytuowane są urocze, niskie domki, osiemnastowieczny kościół pw. Świętej Trójcy (na tyle imponujący, że ciężko go nie zauważyć) oraz alumnat wojskowy (czyli szpital dla inwalidów wojennych- niestety akurat tego dnia zamknięty dla zwiedzających), w którym kręcono „U Pana Boga w ogródku”. Stojąc tyłem do kościoła, po prawej stronie rynku (przy placu Czarneckiego 10) znajdziecie w 130-letnim domku z błękitnymi okiennicami małe klimatyczne muzeum opowiadające historie dawnych mieszkańców Tykocina.




W Kościele pw. Świętej Trójcy akurat odbywała się jedna msza za drugą, więc tam nie zajrzeliśmy. Szkoda, że nie udało nam się zwiedzić synagogi, ale może jeszcze kiedyś tutaj wrócimy. Tykocin jest niezwykle urokliwym miasteczkiem, choć ze smutną i tragiczną historią w tle.

Zamek w Tykocinie
Z rynku do zamku można się dostać przez metalowy most nad rzeką Narew. Na drugim brzegu, po lewej stronie znajduje się dróżka z drogowskazem kierującym na wieżę widokową, z której można podziwiać rzekę. Widać też fragment zamku. Nie ma tam żadnej płatnej lunety do obserwacji ptaków (a trochę ich pewnie jest – w końcu to miasteczko to stolica bocianów), więc lepiej zabrać własną lornetkę.



Zamek w Tykocinie jest pewnie najmłodszym zamkiem w Polsce. Został odbudowany na początku dwudziestego pierwszego wieku przez prywatnego inwestora na fundamentach budowli ufundowanej przez Zygmunta Augusta. Zamek był największym arsenałem szesnastowiecznej Rzeczypospolitej. Na nim też August II Mocny ustanowił order Orła Białego. Budowla była wielokrotnie najeżdżana i ostatecznie została zniszczona w osiemnastym wieku. W zamku mieści się hotel i część muzealna z wieżą, którą można zwiedzić z przewodnikiem.



Co i za ile?
(ceny biletów normalnych)
- Muzeum w austerii przy ul. Stefana Czarneckiego 10 w Tykocinie – co łaska do puszki (są też fajne magnesy i inne pamiątki do kupienia)
- Zamek w Tykocinie – 13 zł
